Magdalena Cichańska – rysunek i grafika

post
data publikacji: 11 kwietnia 2017

09.02.2011

Galeria Venus, II piętro

godz. 19:00

wstęp wolny

Po pracach malarskich, Magdalena Cichańska wystawia w Świdniku swoje grafiki i rysunki.

Jej grafiki są próbą zatrzymania świata, który już odszedł. Odszedł definitywnie, bo lubelskie Stare Miasto utraciło podczas wojny niepowtarzalny koloryt, związany z kulturą żydowską. Obraz tamtego świata, który Niemcy zamienili w zgliszcza, najpełniej ujmuje „Ulica w Lublinie” – Cezanne’owskie, niemal kubistyczne budy, komórki, domy bez kanalizacji… Krajobraz biedy i oswojenia z innością, która aż do likwidacji ghetta zdawała się na zawsze wpisana w krajobraz miasta nad Bystrzycą. Czerń i biel znakomicie oddają w tym kontekście dramat pamięci. Tylko nimi można się posłużyć po latach, by zostało najważniejsze – cienie mieszkających tu kiedyś  ludzi i wspinający się w górę krajobraz. Ostre, ukośne cięcia dłuta, najbardziej widoczne w „Cmentarzu żydowskim” i „Ulicy żydowskiej w Lublinie” nadają pracom znamiona ekspresji. Przypominają, iż pośród tych ruder i walących się ze starości kamienic tętniło życie. Z turkotem przemieszczały się furmanki z kołami o żelaznych obręczach, spieszyli się dokądś przechodnie a dzieci nawet w takim, odartym z wszelkich luksusów świecie znajdowały drobne radości, choć o placach zabaw dla nich nikt przecież nie myślał. W owej zwyczajności czy też braku odświętności – Cichańska znajduje atmosferę najwłaściwszą dla wyrażenia w jak najprostszy, a przecież bardzo emocjonalny sposób, życia, które zostało wyprowadzone z brukowanych uliczek poprzez kominy krematoriów. Acz i tam znajduje nie tylko ból i smutek, ale też słońce nad dachami kamieniczek („Podwale”, „Ulica Krawiecka”). Bo przecież nie zawsze nad dzielnicami żydowskiej biedoty wisiały deszczowe chmury i nie zawsze znajdowali się tacy, którzy używając papieru i pieczątek umieli z ludzi uczynić „podludzi”. Od cyklu żydowskiego odbiega „Gniazdo”, praca oszczędna, choć również dynamiczna. Acz da się ów linoryt odczytać nie-wprost, a symbolicznie. Każda zresztą grafika jest zamkniętą całością i wyraża głównie walkę twórczyni z materią tworzywa i realizacją konkretnego zamysłu.

Artystka nieźle czuje się też w rysunku ołówkiem. Oszczędne pejzaże pokazują umiejętność pozbywania się detali na rzecz elementów kompozycyjnie istotnych. Kreska jest pewna, świadczy o sporej wprawie i częstych studiach z natury. Dwa rysunki traw to nie tylko dobra szkoła patrzenia – ale też zabawa światłem. Współcześni artyści zdecydowanie zbyt łatwo rezygnują ze studiowania pejzażu czy martwej natury. Brak rzemiosła obnażają potem bezlitośnie ich „awangardowe” prace. Odbiorca i tak niewiele z dzisiejszej sztuki rozumie, a stan ów pogłębia jedynie niezdecydowanie krytyki, która zrezygnowała z pełnionej dawniej roli „przewodnika” po wystawach i wyrabiania wrażliwości estetycznej widzów, uzurpuje zaś sobie prawo do tworzenia indywidualnych, częstokroć diametralnie sprzecznych teorii, tłumaczących nie np. zasady kompozycji a mniemaną „głębię filozoficzną” prezentowanych dzieł.

Magdalena Cichańska nie stara się epatować swoim warsztatem, umie natomiast z niego skorzystać. Nie tylko realizm lub prawie-realizm prac, ale także rzetelność w podejściu do środków wyrazu, przekładają się na przystępność odbioru prezentowanych rysunków i grafik. Jej widzenie świata nie zdaje się być wymuszonym, ale całkowicie zgodnym z twórczym temperamentem i stosowaną techniką. Na współczesnym rynku sztuki dzieła wyceniane są od centymetra kwadratowego. Grafika i rysunek nie miały i nie mają nadal tylu zwolenników, co malarstwo. Tym cenniejsze, iż autorka prezentowanych prac zadowala się skromnymi środkami i skromnym formatem. Być może w tym leży siła kontaktu z widzem, który – zmęczony eksperymentami – poszukuje nie iskry szaleństwa a odrobiny wrażliwości.