„PZL SOKÓŁ”

post
autor: sh data publikacji: 24 kwietnia 2017 kategoria: 2013-2016 Archiwum SH

37 lat temu, 16 listopada 1979 roku, pilot doświadczalny Wiesław Mercik po raz pierwszy wzniósł się w powietrze prototypem śmigłowca W-3.
Konstruktor St. Kamiński podczas obrad zakładowej komisji partyjnej przekazał meldunek o wzniesieniu się w górę prototypu pierwszego polskiej konstrukcji śmigłowca.
SKĄD POMYSŁ?
Dyrektor J. Czogała:
„Idea nowego polskiego śmigłowca narodziła się w 1971 r., a wypływała m.in. z faktu, że Polskę w ramach międzynarodowego podziału specjalizacji RWPG wytypowano na producenta lekkich i średnich śmigłowców. Klasy te obejmują statki dwu-, pięcio- i dwunastomiejscowe. Produkowany od piętnastu lat Mi-2 pokrywa zapotrzebowanie na maszyny 7-8-miejscowe; na rynku brakło nieco większej. Rozpoznanie potrzeb ZSRR w tym zakresie potwierdziło popyt na śmigłowiec, który mógłby zastąpić produkowany od kilkunastu już lat Mi-4. Taki mieści się w górnej klasie naszych zainteresowań i jest potrzebny także na innych rynkach. Dobrze się złożyło, że potrzeby odbiorców wpisały się w program rozwoju w Świdniku i w ogóle budowy tej klasy śmigłowców w świecie. „PZL SOKÓŁ” jest bowiem praktycznie rzecz biorąc maszyną tej samej wielkości co śmigłowiec francuski DAUPHIN 2 czy śmigłowiec S-76 jeśli chodzi o ilość pasażerów. Te dwa zapotrzebowania: rynku ZSRR i światowego trendu rozwoju tej klasy śmigłowców, jakby się ze sobą zbiegły i stąd powstał zamysł budowy 14-miejscowego śmigłowca znanego dotąd jako W-3 a obecnie nazywanego „PZL SOKÓŁ”.
POCZĄTEK
Po opracowaniu avanprojektu okazało się, że trzeba trochę zmodernizować zakładane rozwiązania. Początkowe prace prowadzone były pod przewodnictwem inż. Zbyszko Kodłubaja. Opracowania dokonano przy naukowo-technicznej współpracy ze specjalistami radzieckimi. Współpracowało z nami także wielu polskich lotników: konstruktorzy z WSK Rzeszów pomagali nam w dziedzinie układu napędowego; wiele zagadnień rozwiązano w Instytucie Lotnictwa i innych zakładach PZL. Problemów technicznych wyłaniało się po drodze wiele, np. napęd do tego śmigłowca był trochę za słaby do planowanych osiągów – zrodziła się konieczność dobrania silników o wyższej mocy. Opracowano nowe warunki taktyczno-techniczne, uzgodniono je powtórnie z naszymi odbiorcami i przystąpiono do intensywnej pracy. Pierwsza ekipa świdnickich konstruktorów wyjechała do ZSRR, aby pracować pod okiem konsultantów radzieckich służących nam swym doświadczeniem w wielu trudnych sytuacjach… Opracowano projekt i już w maju 1975 r. przystąpiliśmy do budowy makiety. Ta została zbudowana bardzo szybko, bo już na święto rewolucji. Po kilku miesiącach oglądało ją 50 przedstawicieli odbiorców, którzy wnieśli wiele uwag dotyczących konstrukcji. Po ich uwzględnieniu opracowano dokumentację techniczną, przyrządy, stoiska badawcze, zespoły do prób i badań.
PIERWSZE DOŚWIADCZENIA…
St. Kamiński – główny konstruktor śmigłowca „PZL SOKÓŁ”:
Świdnicką konstrukcją był czteromiejscowy śmigłowiec „Łątka”, konstruowany pod kierunkiem nieżyjącego już Jerzego Kotlińskiego. Były zbudowane dwa prototypy do prób statycznych i naziemnych. Jeden uległ awarii na skutek wystąpienia zjawiska tzw. rezonansu ziemnego. Tego groźnego dla konstruktorów zjawiska obawialiśmy się teraz, stąd wielokrotne uprzednie próby. Gdy ja przyszedłem do pracy, „Łątka” była w toku, przy niej zdobywałem pierwsze doświadczenia. Nie weszła do produkcji z braku konsekwencji w pracach wdrożeniowych. Efektem były jedynie pewne zastosowane w kopalniach i fabrykach urządzenia, np. wentylatory. Ponieważ jednak nie mamy systemu teoretycznego szkolenia konstruktorów śmigłowcowych w kraju – obok doświadczeń zdobytych w Moskwie, była to praca ucząca wiele.
Dyrektor J. Czogała:
„Ćwiczeniem” przed Sokołem był SM-1, potem Mi-2 produkowany w WSK na licencji radzieckiej, a ostatnio generalna dość modyfikacja jednego kadłuba czyli śmigłowiec Mi-2M oraz Kania. Były to jednak zbyt skromne doświadczenia, aby robić zupełnie samodzielnie. Przy masie nowych problemów dotyczących czy to technologii czy prób, korzystano więc z doświadczeń towarzyszy Moskiewskich Zakładów Śmigłowcowych poprzez konsultacje w biurze następcy Mila – Marata Nikołajewicza Tiszczenki.
KONSTRUKCJA?
„PZL SOKÓŁ” ma spore perspektywy. Na taki śmigłowiec istnieje zapotrzebowanie na świecie. Cała konstrukcja jest całkowicie oryginalna, nowa. Sokół ma szereg nowych rozwiązań, jak choćby nowoczesny układ napędowy – myślę tu o samym montażu silników na przekładni głównej. Rozwiązanie zastosowane po raz pierwszy w świecie opatentowane zostało przez naszych konstruktorów. Układ zblokowanego zespołu napędowego umożliwia zastosowanie układów amortyzujących – oddzielających jakby układ transmisji od kadłuba śmigłowca co powoduje, że zespoły mogą być bardzo szybko wymieniane podczas awarii, np. silnika oraz przekładni. Dalsze nowoczesne rozwiązania to, np. prosta szyba czy łopaty laminatowe o dużej żywotności polepszające parametry techniczno-ekonomiczne maszyny. Komfort lotu podniesiono także przez umiarkowanie szybkości końców czterech łopat do 210 m/sek.; zastosowanie nowoczesnych materiałów – tworzyw sztucznych, tytanu. Zamontowano tu dużo nowoczesnego sprzętu radio-nawigacyjnego umożliwiającego lot maszyny przy bardzo prostym nawigowaniu w każdych, nawet trudnych warunkach atmosferycznych. Sokół ma nowoczesne, oryginalne, bardzo proste, unikalne i lekkie podwozie ze stali wysoko wytrzymałościowej typu maraging, którą po raz pierwszy zastosowano w kraju. Przestrzenna kabina ładunkowo-pasażerska daje wysoki komfort wnętrza. Tego typu śmigłowiec, opracowany kilka lat, a produkowany kilkanaście (np. Mi-2 już 15 lat) zastanie z pewnością rok 2000. Konstruktorzy przewidzieli więc możliwość dalszych udoskonaleń. Wyrób zaprojektowany jest wręcz „na wyrost”. Dziś już można śmiało powiedzieć, że Sokół charakteryzuje się dobrymi parametrami techniczno-ekonomicznymi, choć z racji uniwersalności, trudno porównać go z maszynami typu np. S-76 wyspecjalizowanym śmigłowcem pasażerskim, o mniejszym ciężarze i mocy silników. Sokół będzie wyposażony w dwa silniki o mocy 850 kM każdy – będące daleką modyfikacją silnika TWD w samolocie AN-28. Zabrać może na pokład 14 osób lub 1500 kg obciążenia na zewnętrznym zawieszeniu. Będzie, zakładamy, uniwersalny: transportowy, pasażerski, sanitarny, dźwigowy, służyć może do prac geofizycznych, geologicznych, kartograficznych itd. Jego parametry są więc gorsze od parametrów śmigłowca specjalizowanego. Mamy jednakże tę przewagę, że ma wiele szersze zastosowanie. Tak samo było z Mi-2, nie można go porównać, np. ze śmigłowcem „Agusta” i to nie jest jego mankamentem. Po półrocznych lotach agro natychmiast można go przezbroić i stosować do innych prac.
Dyrektor J. Czogała:
To są rozważania na wyrost i mówią tylko o założeniach, musi je jeszcze potwierdzić praktyka. Próby potrwają do dwóch lat i wtedy będziemy wiedzieć na pewno. Na całym świecie taki wyrób opracowuje się około 7 lat. Sądzę, że w produkcji Sokoła ujrzymy za 2 lata. Musimy przepracować wiele prób. To musi być strzał w dziesiątkę, a taki udaje się tylko z dobrej broni. Decyzje co do produkcji oczywiście zapadną szybciej. Pewne prace już w przedsiębiorstwie podjęto, bo np. niektóre stoiska czy przyrządy są już projektowane.
JAK LATAŁ?
Jak ptak – zgodnie z nazwą, która zrodziła się z przedwojennej tradycji lotniczej, kiedy latały samoloty „PZL Jastrząb”, „PZL Orzeł”. Po 50-leciu PZL należało o tym pamiętać. Sokół łatwo się wymawia, dobrze brzmi w języku rosyjskim i angielskim, a poza tym Świdnik wbrew sugestiom Sztandaru Młodych lubi ptaki. Pierwszy lot dostarczył wszystkim twórcom maszyny wiele emocji. Pilot, Wiesław Mercik opanował szybko pewną niespodziankę… wszyscy obserwujący wznoszenie się maszyny widzieli jej jakby „przepadanie” składając to na karb silnego tego dnia wiatru. Okazało się, że zawory upustowe silnika wyregulowane na próby stoiskowe podczas lotu otwierały się i zamykały więc moc w czasie lotu była zmienna. Doskonały pilot poradził sobie z tym utrudnieniem. W pierwszym locie uczestniczył także młody inżynier Tomasz Zakrzewski, który obsługiwał aparaturę pomiarową. Śmigłowiec ochrzczono, zgodnie z tradycją, butelką szampana, który był w maszynie podczas lotu.
LUDZIE
Główny konstruktor „Sokoła” ma na swoim koncie 10 patentów, kilka z nich, między innymi dotyczących konstrukcji wirników nośnego i ogonowego opracowanych grupowo zastosowano w tym śmigłowcu. St. Kamińskiego drogę do lotnictwa zapoczątkowały studia lotnicze w Politechnice Warszawskiej pod kierunkiem prof. Misztala. Później już od 1960 r. była praca w WSK. Jak sam mówi, jego drugim hobby była budowa okrętów. Gdy w lotnictwie prace wojskowe „nie szły” sądził, że wybrał zły zawód. Magister inżynier Kamiński, długoletni wykładowca na politechnice, mówi: „Sokół” będzie dopiero naszą pracą dyplomową. Czyją? – wszystkich, którzy dołożyli swą cząstkę twórczego wysiłku. Byli to pracownicy biura konstrukcyjnego głównie jego części prototypowej, wśród których znajdowali się pracujący wiele lat inż. Supryn, Czerwiński, Majerczyk oraz młodsi Herman, Nawrocki, Bielak. Duży wkład wnieśli inż. Paluch w zakresie piast, S. Płowaś, Cz. Zdzieblowski, Borys, który projektował bardzo trudny zespół – tarczę sterującą. Ludzie tacy jak, np. elektrycy – Juszczyński, Krzak czy Kobus wykazali bardzo dużą samodzielność. Dyrektor J. Czogała z konstrukcją związany od podpisu pod warunkami technicznymi aż do pierwszego lotu mówi:
„Nasi pracownicy zaciętością nadrabiali brak doświadczenia. Czasem wiedzy fachowej uczyli się często na własnych błędach. Wśród zespołu panuje zaciętość i olbrzymie zaangażowanie. Przez cały czas prac nie liczyło się czasu. Z pracy wychodzono często po północy. Robotnicy, technolodzy, konstruktorzy pracowali dzień i noc, jeżeli zachodziła taka potrzeba. Za to należy się ogromne uznanie.”
Na liście nagrodzonych za pracę nad „Sokołem” znaleźli się bezpośredni wykonawcy prototypu – Wł. Snitko, H. Wojciechowski, M. Bachur, A. Borowiec, M. Budzyński i M. Karaś; traserzy – T. Goławski i A. Lal; kontrolerzy, technolodzy, pracownicy wydziału prób i badań oraz konstruktorzy, ludzie, z którymi niejednokrotnie jeszcze na temat ich pracy będziemy rozmawiać.

M. Balicka

Źródło: Głoś Świdnika, nr 33 (539), 10 grudnia 1979 r.